11.09.2017

JONNY WALKER PO RAZ TRZECI ZWYCIĘŻA W RED BULL 111 MEGAWATT!

Brytyjczyk znów najlepszy w Red Bull 111 Megawatt, ale zacięta walka w Kopalni PGE w Kleszczowie trwała dosłownie do ostatnich metrów!

Takiej dawki emocji w końcówce nie pamiętają chyba najstarsi fani hard enduro w Polsce. Tym razem zwycięzca nie był znany do ostatnich metrów sekcji Final Challenge prowadzącej wprost na metę. Dosłownie ostatnich. Walker zakopał się w kamieniach, gdy metę miał już na wyciągnięcie koła i został dogoniony przez Mario Romana. Uratował się cudem! 

 

 

Ale po kolei… Idealne warunki pogodowe zapowiadały zaciętą rywalizację, gdzie nie ma miejsca na przypadek. Wilgotny piasek nie tworzył tumanów kurzu, stwarzając dobre warunki do ścigania i kibicowania. A oglądać było co, bo już o godzinie 10:00 wystartował GoPro Finał B dla 150 osób, które znalazły się „pod kreską” do wyścigu głównego. „B” wcale nie oznaczało jednak, że ktoś odpuszczał, na mecie różnice między pierwszym a drugim to ledwie kilka sekund. Zwycięzcą został równie zmęczony co szczęśliwy Kamil Klich, który w sobotę zajął 541. miejsce.

 

Koło południa zbocza wkoło trasy enduro cross wypełniły się tysiącami kibiców, czekających na start 500 najtwardszych riderów w Polsce. Tuż po godzinie 13 w powietrzu dało się wyczuć nerwową atmosferę w oczekiwaniu na sygnał do startu wydany przez Taddy’ego Błażusiaka. Na czele stawki w pierwszym zakręcie zameldował się specjalista od Dakaru - Słowak Stefan Svitko, ale na sekcji endurocross to Jonny Walker był już liderem z parosekundową przewagą. Faworyt do zwycięstwa nie mógł na chwilę zwolnić, bo jego najgroźniejsi rywale doskonale wiedzieli, że na Red Bull 111 Megawat jeden błąd na piaszczystym podjeździe może oznaczać duże straty albo spalone sprzęgło. Tymczasem na endurocrossie zmęczeni zawodnicy toczyli nierówny bój z przeszkodami, gdyż tegoroczna trasa nie zostawiała absolutnie żadnego miejsca do odpoczynku.

Drugie okrążenie, kluczowe ze względu na powstające na trasie zatory, upłynęło pod znakiem przetasowań w czołówce. Duży apetyt na zwycięstwo miał Wade Young, który na trzecie okrążenie wpadł tuż przed Walkerem. Niestety, problemy techniczne z motocyklem wykluczyły go z rywalizacji i od tego momentu wyścig był w rękach Brytyjczyka, który ku zaskoczeniu wszystkich… zaczął zwalniać.  Przewaga fabrycznego zawodnika KTM malała na każdym punkcie kontrolnym. „Wjeżdżając na ostatnie okrążenie zorientowałem się, że skończył się mouse w tylnym kole więc musiałem jechać dużo wolniej niż bym chciał. Wiedziałem, że powinienem cisnąć ale musiałem zwolnić” - wyjaśnił po wyścigu Jonny Walker.

 

Te okoliczności sprawiły, że tysiące kibiców zgromadzone przed sekcją Final Challenge były świadkami emocjonującego finiszu. Walker wpadł pomiędzy wielkie głazy, skąd nie mógł się wydostać, czego wcale mu nie ułatwiała sytuacja z tylnym kołem. Wykorzystał to Mario Roman, który - nim Brytyjczyk zdążył się oswobodzić - był już tuż za nim! Ale nie miał jak go minąć, i to uratowało Brytyjczyka. Cała sytuacja przypominała nieco wydarzenia z poprzedniego roku, kiedy to Hiszpan dosłownie o metry musiał uznać wyższość Jonny’ego. Nie inaczej było w tym roku i czwartą edycję Red Bull Megawatt wygrał Jonny Walker. „Mario złapał mnie na końcu i niemal przegrałem tuż przed finiszem. Zwyciężyłem, z czego jestem bardzo zadowolony, ale nie jest to sposób, w jaki chcę wygrywać” - powiedział na mecie Walker, dla którego była to trzecia wygrana z rzędu w polskich zawodach. Na najniższym stopniu podium stanął Graham Jarvis, który przyznaje, że nie jest specjalistą od jazdy w polskich piachach. Niemniej, zdołał powstrzymać Alfredo Gomeza, który parę miesięcy temu wygrał Erzberg Rodeo, będące specjalnością „Silent Assassin’a”.

 

Pierwszą piątkę zamknął Manuel Lettenbichler, który także miał swój epizod na prowadzeniu we wczesnej fazie wyścigu. Na Final Challenge można było wiele zyskać lub wiele stracić, o czym przekonał także się David Cyprian, który niemal równo wjechał z walczącym do samego końca Billy’m Boltem. Różnica na mecie wyniosła 0.03 sekundy!

Najwyżej sklasyfikowanym Polakiem został Oskar Kaczmarczyk. Zawodnik z Nowego Targu zajął 12 miejsce i nie ukrywał zadowolenia z wyniku. „Jestem bardzo zadowolony. Przyjechałem praktycznie w samej czołówce z najlepszymi zawodnikami”. Oskar dodał, że kluczowe było drugie okrążenie, gdzie miał trudności z wymijaniem dublowanych zawodników na podjazdach. Wczorajszy lider wśród Polaków, Emil Juszczak, metę przekroczył na 16. pozycji. W regulaminowym czasie trzy okrążenia udało się ukończyć w sumie 28 zawodnikom, wśród których byli także Damian Musiał, Andrzej Luberda, Marek Kuśnierz, Tomasz Gagat i Dominik Olszowy.

 

info. prasowa: Red Bull

fot. pozadrogami.pl

 

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami?

Zapisz się do newslettera, a nic Cię nie ominie!

W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.