12.06.2013

PUCHAR POLSKI OFF-ROAD 2013 - OCZAMI POWER OFF-ROAD TEAM ARTUR OWCZAREK, ROMAN POPŁAWSKI

12.06.2013
 

Power Off-Road Team  Artur Owczarek, Roman Popławski  BLACK TANK podsumowują swój udział w 13 –stej edycji Pucharu Polski Off-road, która odbyła się w dniach 30 maja do 02 czerwca br. Była to naprawdę niezła jazda... ale ekipa spisała się na medal! Przeczytajcie, jak to było...
 

"Program tegorocznego Pucharu został skrócony do jednej edycji. Nowa Dęba, czyli znane tereny – byliśmy tam już nieraz i wydawało się, że wiemy czego się spodziewać. Off-road to jednak sport, który ciągle zaskakuje. Tak było i tym razem. Program rozłożony na cztery dni. Wydawało się trochę długo, jak na pięć etapów, jednak czas dłużył się tylko w czwartek, kiedy to na 17-stą został zaplanowany prolog, na znanym już torze motokrosowym w Nowej Dębie. W powietrzu ciągle wisiała burza i tuż przed prologiem dolało. Około 40 aut wystartowało do widowiskowego wyścigu o pozycję do pierwszego etapu. Nauczeni doświadczeniem przyjęliśmy taktykę zrobienia prologu na 4-5-tej pozycji i tak też się stało. Przecieranie trasy na poligonie, nie jest łatwe i zawsze lepiej jest gonić niż uciekać. W piątek o 7-mej rano start do pierwszego etapu. Auto sprawne i błyszczące, my wyspani, pogodne niebo, tylko jechać. Jak zawsze ostro wystartowaliśmy – specyfika terenu, niby znana, a tu szok! Tak mokrego poligonu nie pamiętamy. Jechaliśmy bardzo dobrym tempem, jednak dojazdówki , które w Pucharze są liczone do sumarycznego czasu okazały się off-road’owym wyzwaniem. To nie było cross country, jak w czasie poprzednich edycji. Bardzo dynamiczna przeprawa na zalanych drogach i pasach czołgowych. Blokady mostów zapięte non-stop. Już po pół godzinie jazdy byliśmy na pierwszej pozycji. Teraz już tylko utrzymać tempo, ale próba jechania po zakrzaczonej krawędzi błotnistego pasa czołgowego, w ułamku sekundy wpędziła nas w kłopoty. Strzał w jakiś pieniek i stoimy bokiem z urwanym wąsem przekładni kierowniczej. To nie tragedia – mamy zapas. Wymiana trwała niecałe 10 min. W tym czasie zostaliśmy wyprzedzeni przez cztery załogi. Jedziemy dalej. Teraz już bardziej zdecydowanym tempem, znów wszystkich wyprzedzamy. Przed nami już czysto, znów przecieramy trasę. Nawigacja na poligonie, gdzie są tysiące dróg, była wyzwaniem. Po mokrym piachu buksujące wciąż koła, dobijały odległości na metromierzu i pomyłka była niemal nieunikniona. Można by przytoczyć przysłowie, że ,,prędzej w drewnianym kościele cegła na głowę spadnie”, niż to, że w pomylonej drodze trafimy wykopany głęboki dołek . Trafiliśmy prawym kołem i ,,dzwon” ! Spustoszenie w naszym zawieszeniu było straszne. Zgięte dwa wahacze, wał pędny i co najgorsze kolejny urwany wąs przekładni. Mimo to auto byłoby w stanie jechać , ale nie mamy kierowania. W takiej sytuacji budzi się zmysł Mac Gyver’a. Związany liną mechanika drążek z urwanym wąsem, bardzo powoli pozwala nam dojechać do mety etapu. Jednak już nie byliśmy w stanie zrobić ostatnich dwóch odcinków specjalnych, więc przyjęliśmy 4 godziny kary. Mimo to wylądowaliśmy na 9-tym miejscu. Następny etap o 14-tej, więc mamy nieco ponad dwie godziny na naprawę auta. Wszystkie części mieliśmy w zapasie, więc problemu nie było. We trójkę bardzo sprawnie udało się wszystko wymienić i nawet okazało się, że przedni most nie został zgięty, więc blokady nadal działały. Drugi etap, załamanie pogody i trasa pokonywana tym razem pod prąd. Było już bardzo wymagająco. Słuszną okazała się decyzja o zmianie opon z Simex-ów na Swampery . To była świetna jazda. Zalane czołgowiska, ale przede wszystkim odcinki specjalne nasze auto po prostu pożerało, jednak kontrolka rezerwy paliwa już nie pozwalała wciskać gazu do końca. Wynik przyszedł sam, udało się wygrać drugi etap. Przerwa na serwis i odpoczynek do następnego rana. Auto przeżyło tym razem bardzo dobrze, więc nie było zbyt wiele pracy… tankowanie, mycie szyb i po robocie. Siódma rano w sobotę jeszcze bardziej dolało. Startowaliśmy jako pierwsi wiedząc, że opady jeszcze mocniej zmodyfikowały trasę. Ale tym razem bez problemów, bardzo spokojnie utrzymaliśmy tempo. Bezbłędnie pokonaliśmy trasę i oes-y znów na pierwszym, choć różnice między naszymi konkurentami były bardzo niewielkie. Auto sprawne, tym razem zatankowane pod korek i znów z pierwszej pozycji start do czwartego, popołudniowego etapu. Ciągle leje. Trasa choć znana, bo pokonywana po raz czwarty, ale za każdym razem bardziej rozjechana i mokra. Nie można było ścigać się na pamięć, bo organizator ciągle zmieniał kolejność oes-ów, więc nawigacja wymagała skupienia. Zrobiło się zimno i pojawił się problem zaparowanych szyb, których żaden nadmuch nie był w stanie osuszyć. Ciągle woda, woda, woda… Silnik nie mógł złapać temperatury . Jechaliśmy prawie non-stop na zblokowanych mostach. To, że ta maszyna wytrzymuje takie katowanie to chyba cud, my tylko dociągaliśmy pasy aby nie odbijać się o sufit. Znów się udało, dojechaliśmy z najlepszym czasem. Ale entuzjazm topniał przed perspektywą ostatniego, nocnego etapu. Znowu rzęsisty deszcz, nie zapowiadał niczego dobrego. Skończyły się już żarty i atmosfera wśród zawodników zrobiła się nerwowa. Tak naprawdę , wszyscy bali się ,,nocki”. Ubrani w wodery i nieprzemakalne kurtki, stanęliśmy na starcie. Jest nerwowo. W ostatniej chwili … katastrofa - nie mam czołówki. Najszybszą na świecie autolawetą, nasz zapasowy pilot Marcin, rzutem na taśmę dowiózł na minutę przed startem. To był hardcore!!! Z głowami wystawionymi na zewnątrz jechaliśmy szybko, za szybko. Wycieranie szyby nic nie dawało. Kłęby pary wydostające się spod samochodu , kiedy trzeba było zwolnić w kolejnej wielkiej wodzie, stawiały mleczną ścianę, której nie były w stanie przebić najmocniejsze lampy. I stało się. Metromierz przekłamywał, nic nie widać i przestrzeliliśmy trasę. Odnalezienie właściwej drogi zabrało nam ok. 10 minut i wtedy dogonił nas ,,Misio”(Mariusz Niemiec). Czyli nie opłaciło się jechać tak szybko. Przez dłuższy czas w kłębach pary, które za sobą zostawiał nie mogliśmy go nawet zaatakować. Wjechaliśmy na oes i tam już obaj mieliśmy ciśnienie. To była dość długa bagnista łąka z mnóstwem ukrytych pni i rozrytych kolein. Cięliśmy się o każdy metr, podnosząc ogromne chmury dymu i pary. Gdyby ktoś popatrzył na to z boku, pewnie by się uśmiał. Kiedy już wydawało się nam, że jesteśmy blisko końca oes-u – szok - nasz konkurent Sławek Kowalski jedzie pod prąd ! Myśląc, że pomylił trasę w spokoju jedziemy dalej. Jakież było zdziwienie, kiedy okazało się, że na oes-ie, zawinęliśmy kółko i wróciliśmy na start. To już nie żarty, straciliśmy naprawdę sporo. Jednak maszyna dała z siebie wszystko i nie wysiadając z auta, udało się nam ich obu jednak wyprzedzić. Tak już pozostało do końca. Dojechaliśmy do mety i chwila prawdy – kto następny. Nic nie było pewne, bo mocno napierał Marcin Małolepszy, który przyjechał tylko z pół minuty gorszym czasem. Udało się ! Ostatni etap też na pierwszym. Teraz tylko czekać na generalkę. Klasyfikacja pucharowa, czyli punkty za miejsce w etapach (pomimo wygranych czterech z pięciu) dała nam drugie miejsce. Ale jak mówi motto Sławka Kowalskiego ,,Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”, a my zdecydowanie walczymy do końca. Etapy miały ok. 50 km, wydaje się – niedużo. Jednak każdy jechaliśmy po około 1,5 godziny. To wystarczyło, aby poczuć się nasyconym. Tym bardziej, że pogoda sprawiła, że piaszczysty poligon nie był plażą, a naprawdę ciężkim off-road’owym, nowym wyzwaniem. To była świetna walka ze świetnymi zawodnikami. Gdy staliśmy rozbitym autem na trasie każdy z nich zatrzymywał się pytając, czy nie potrzebujemy pomocy. Tacy są ludzie przeprawowego off-road’u… i niech tak zostanie. Pozostała tylko opustoszała baza rajdu przed hotelem Szypowski, może znów za rok… Nasz kolejny start był możliwy dzięki naszym Partnerom - firmom : DRAGON WINCH, ELPIGAZ, SATA, BUSH TAXI, którzy wspomagają nasze starty i promują ten niesamowity sport. Dziękujemy, z Wami możemy jechać … na maxa!"

W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej. Więcej w Polityce Prywatności