23.04.2015

RAJD KATARU: PIKNIK NA PUSTYNI, LOTTO TEAM NAWIGOWAŁ NA SYGNAŁY ŚWIETLNE

23.04.2015
 

Czwarty etap rywalizacji w Sealine Cross-Country Rally dla wielu załóg okazał się wyjątkowo ciężki ze względu nie tylko na nawigację, ale również ogromne pola pokryte kamieniami, które cięły opony i rozbijały szyby. Jarek Kazberuk i Robert Szustkowski nie uniknęli trudności, ale do mety dojechali płynnie znajdując również czas na wzmacniający piknik.
 

Na liczącym ponad 400 km oesie Nasser Al-Attiyah trzykrotnie musiał zmieniać koło. Duet LOTTO Team tylko raz musiał stanąć z powodu przebitej opony, ale uniknięcie kolejnych „kapci” kosztowało ich sporo sił. – Jechaliśmy przez wielkie przestrzenie po horyzont pokryte luźnymi kamieniami różnej wielkości. Nasz główny mechanik Albert Gryszczuk żartował, że w Katarze uprawia się kamienie - bo właśnie tak to wyglądało – mówił Robert Szustkowski.
 

- Teraz się śmiejemy, ale to było bardzo nieprzyjemne – dodał Jarosław Kazberuk. – Małe kamienie pryskały spod kół, uszkadzając różne elementy samochodu, a większe, na ogół sterczące pionowo, cięły opony jak brzytwy. Co więcej taka jazda jest bardzo monotonna, a przez to bardziej męcząca. Niemal trzytonowy Raptor w takim terenie jest trudniejszy w prowadzeniu i staje się dość „słoniowaty”.
 

Mimo utrudnień, Ford załogi LOTTO bez większych problemów dotarł do mety zmagań. Bilans, na który składa się jedna przebita opona i pęknięta szyba wydaje się być pozytywny. – Jeden z samochodów ciągle błądził i trzykrotnie nas wyprzedzał. Za trzecim razem jeden z kamieni spod jego kół trafił naszą przednią szybę. Na szczęście jest na tyle twarda, że powinna wytrzymać ostatni etap i może obędzie się bez zakładania gogli – śmiał się Szustkowski.
 

Zmęczenie na tyle dawało się załodze we znaki, że postanowiła urządzić sobie na trasie punkt żywieniowy. – Zrobiliśmy sobie piknik. Zjedliśmy kanapki z szynką z indyka i popiliśmy zimną wodą. Straciliśmy co najwyżej trzy minuty, a dostaliśmy poważny zastrzyk energii – przyznał Kazberuk.
 

Na sam koniec trasy załoga otrzymała też małe „wsparcie”. Zespół mechaników, który czekał już na mecie, przygotował kawałek blachy i wysyłał „zajączki” ponad powierzchnią pustyni. - Wczoraj jechaliśmy na nos Jarka i ucho Alberta. Przykładaliśmy telefon do pomp przepompowujących paliwo z jednego do drugiego zbiornika, a on mówił nam co pracuje dobrze, a co źle. Dziś dla odmiany nawigowaliśmy ostatnie kilometry na sygnały świetlne – żartował Robert Szustkowski.
 

W piątek LOTTO Team czeka ostatni etap – pętla o długości niespełna 390 km. – To będzie kolejny męczący etap, ale jesteśmy już coraz bliżej mety, a to dodaje skrzydeł – zakończyli rajdowcy.

W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej. Więcej w Polityce Prywatności