30.08.2014

TADEK BŁAŻUSIAK

30.08.2014

Przedstawiamy historię Tadka, który uchodzi za jeżdżącą legendę.
 

Dzisiaj Tadek Błażusiak znany jest ze swojego panowania w endurocrossie, zdominowania cyklu zawodów extreme enduro, a także uchodzi za jednego z najbardziej wszechstronnych offroadowców. Jednak „Taddy” nie od zawsze zajmował się tą dyscypliną. Wszystko zaczęło się od trialówki i zapachu benzyny, wdychanego od najmłodszych lat…

 

Tadek przyszedł na świat 26 kwietnia 1983 roku w Nowym Targu i można powiedzieć, że nie miał wyboru – musiał pokochać offroad. Miłość do motocykli i jazdy po bezdrożach odziedziczył po ojcu i starszym bracie. „Tata jeździł po krzakach od kiedy pamiętam”, wspomina nasz mistrz. W ślady za ojcem pierwszy poszedł Wojciech. On również marzył o wielkiej karierze i rozpoczął ostre treningi na trialówce. Niestety, jego przygoda zakończyła się poważnym złamaniem łokcia, po którym nie wrócił już na motocykl. Zdążył jednak zarazić pasją Tadka. Młody często spędzał z nim długie godziny w lesie, przyglądając się jak starszy brat zgłębia tajniki jazdy. Sam „Taddy” po raz pierwszy dosiadł terenowego motocykla w wieku pięciu lat i od tamtej pory nie chciał już z niego zsiadać... Z początku była to świetna, wciągająca zabawa, ale gdy poszedł do szkoły i poznał „uroki” nauki wiedział, że ma tylko jedno wyjście, żeby uniknąć trudów siedzenia w ławce. Musiał być najlepszy.
 

Tadek od tej pory cały czas ciężko pracował, bo zależało mu tylko na jednym – aby być mistrzem. „Gdyby nie mama, pewnie rzuciłbym szkołę, chociaż nie byłem słabym uczniem. Ale miałem jasny cel: chciałem się ścigać i zostać mistrzem”, podsumowuje Taddy. Hektolitry wylanego potu, cysterny wyjeżdżonej benzyny i całe dnie spędzone w lesie w końcu przyniosły efekt. W wieku zaledwie kilkunastu lat talent i ciężka praca młodego zawodnika została zauważona przez managera fabrycznego zespołu trialowego, podczas którychś z kolei zawodów jego starszego brata w Hiszpanii. Tadek dostał zaproszenie na testy do Girony i szybko się okazało, do czego został stworzony.
 

Od tego momentu było jasne, że znalazł swoje powołanie i większość życia spędzi stojąc na podnóżkach. Twardy charakter i rządza zwyciężania przerodziły się w sukcesy. Po pięciu tytułach w Młodzikach i dwóch triumfach w klasie Junior zaczął pokonywać starszych i dużo bardziej doświadczonych zawodników. Błażusiak aż 8 razy sięgał po tytuł mistrza Polski w klasyfikacji generalnej trialu i w latach 1999–2007 nikt nie był w stanie go pokonać na ojczystych trasach. W 2004 roku jako pierwszy Polak został mistrzem Europy w motocyklowym trialu. Wówczas na pięć startów czterokrotnie stawał na najwyższym stopniu podium i tylko raz musiał zadowolić się drugim miejscem. Podczas trialowej kariery „Taddy” był fabrycznym zawodnikiem trzech największych producentów: GasGas’a, Scorpa-Yamahy oraz Bety.
 

Odnosił ogromne sukcesy w swojej pierwotnej dyscyplinie, ale w 2007 roku wydarzyło się coś, co na zawsze zmieniło życie Tadka i wywróciło jego karierę o 180 stopni…
 

Dzięki wielu sukcesom w trialu Taddy Błażusiak należał do ścisłej czołówki w tym sporcie. Jak się szybko okazało przeznaczona była mu inna odmiana sportu offroadowego. Można powiedzieć, że trochę bardziej hardkorowa. Przesiadka Tadka z trialówki na motocykl enduro była dosyć… niecodzienna i szybko zafascynowała cały świat. „American dream” w polskiej wersji zaczął się niepozornie od pomysłu wystartowania dla zabawy w najtrudniejszym rajdzie świata Erzbergrodeo.
 

Już sam fakt, że Taddy dla zabawy chciał wystartować w Red Bull Hare Scramble może świadczyć o jego klasie i szaleństwie. Bo kto normalny zabawowo traktuje start w rajdzie, który co roku kończy zaledwie garstka zawodników? Tadek przyjaźniąc się z Bartkiem Obłuckim miał kontakt ze światem enduro, więc dobrze wiedział na co się pisze. Przyjaciele na szybko złożyli z kilku jeden motocykl i wyjechali do Austrii. Do Eisenrz dotarli o 4 nad ranem i położyli się spać, aby skosztować snu przed kwalifikacjami. Już podczas tego etapu Erzbergrodeo Błażusiak zwrócił na siebie uwagę wielu zawodników, dyrektora zawodów i organizatorów, który postanowili załatwić mu motocykl. O pomoc poprosili menagera KTM, który przyszedł do niego i zaproponował mu, żeby wystartował następnego dnia, w głównej części rajdu na pomarańczowej maszynie. Taddy długo się nie zastanawiając wziął prasowego KTM’a i… wygrał zawody!
 

Było to dla wszystkich takim szokiem, że nawet gdy Błażusiak prowadził w rajdzie, wielu kibiców, dziennikarzy i fotografów nie myślało, że to może być lider, a niedługo później zwycięzca Red Bull Hare Scramble. Historia o zawodniku, który pojawił się z nikąd i w swoim debiutanckim starcie na pożyczonym motocyklu wygrał jeden z najtrudniejszych rajdów, obiegła cały świat i fani ekstremalnego enduro pokochali Tadka. Zresztą nie tylko oni. Już dwa dni po zakończeniu Erzbergrodeo w Mattighoffen został przygotowany dla nowej gwiazdy kontrakt z teamem fabrycznym KTM’a. Można powiedzieć, że w tym momencie Taddy złapał wiatr w skrzydła (w końcu został też zawodnikiem Red Bull’a) i odnalazł swoje powołanie. W 2007 roku zwycięstwa w Austrii rozpoczęła się „Era Tadka” i nieprzerwane pasmo zwycięstw w hard enduro oraz endurocrossie.
 

Zostanie legendą sportu offroadowego nawet dla tak wybitnego i dojrzałego sportowca jak nasz Mistrz nie jest prostym zadaniem. Taddy zaczął jeszcze ciężej pracować, aby odnosić kolejne sukcesy. W tak niebezpiecznym sporcie nie sposób jest uniknąć bolesnych kontuzji, których gorzki smak poznał Polak.
 

Gdy Tadek Błażusiak stanął na szczycie Żelaznego Giganta jako zwycięzca Erzbergrodeo 2007, cały świat enduro stanął przed nim otworem. Triumf w najtrudniejszym rajdzie oraz kontrakt z fabrycznym zespołem KTM były czymś, czego „polska petarda” potrzebowała, żeby wypalić i podbić offroad. „Taddy” właśnie na taką szansę czekał i nie miał zamiaru jej zmarnować.
 

Polak szybko się zadomowił w pomarańczowym teamie i poczuł, że to jest właśnie miejsce, w którym powinien się znajdować. Wspólna filozofia i determinacja całego zespołu pozwoliła Tadkowi na rozwinięcie skrzydeł. Jeszcze w tym samym sezonie wystartował w innej imprezie Hard Enduro, w amerykańskim Last Man Standing i wiecie co? Tak, wygrał i te zawody! Szybko stało się jasne, że zwycięstwo w Erzbergu nie było dziełem przypadku, ani wygranym losem na loterii. Wszyscy byliśmy świadkami jednego z największych odkryć w historii offroadu i jak się wkrótce okazało – narodzin legendy, o której fani brudnych wyścigów będą opowiadać przyszłym pokoleniom.
 

Również w 2007 roku „Taddy” rozpoczął romans z Endurocrossem, który wkrótce stał się jego koronną dyscypliną. Najpierw wygrał ostatnią rundę AMA Endurocrossu w Las Vegas, a później wracając do Europy zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w Halowym Enduro w sezonie 2007/08.
 

W sezonie 2008 Tadek uczestniczył w kolejnych imprezach Hard Enduro, broniąc tytułu w Erzbergrodeo i dorzucając zwycięstwo w Hell’s Gate oraz drugie miejsce w The Tough One. Tym razem wziął udział w całej serii AMA Endurocross, którą ukończył na trzecim miejscu, z dwoma wygranymi rundami na koncie.
 

Wszystko szło świetnie i „Taddy” w niesamowicie szybkim tempie piął się na szczyt. Jednak jeden z treningów do zawodów serii WORCS X mógł całkowicie przekreślić te plany. Przygotowując się do startu w amerykańskiej, hardkorowej wersji Cross Country zaliczył potężny upadek na podwójnym skoku rozbijając głowę na kierownicy. Błażusiak został natychmiast przetransportowany do szpitala, gdzie – oprócz pękniętych wielu kości – na szczęście nie odkryto żadnych poważniejszych uszczerbków. Polak przeszedł 4-godzinną operację, podczas której przytwierdzono mu blachy do obu policzków oraz lewego oczodołu.
 

Tadek nie miał jednak zamiaru robić sobie długiej przerwy od ścigania i gdy tylko opuchlizna zeszła z twarzy, zacisnął zęby i wsiadł z powrotem na motocykl. To pokazało, że ciężko będzie złamać tego pochodzącego z Nowego Targu jeszcze świeżaka na scenie enduro.
 

Po dominacji serii Hard Enduro w 2009 roku, kiedy „Taddy” po raz kolejny stanął na najwyższym stopniu w Erzbergrodeo, dokładając do tego wygrane w Last Man Standing i The Tough One, stało się jasne, że Polak potrzebuje nowej, koronnej dyscypliny. Ogromne sukcesy w halowym enduro mogły oznaczać tylko jedno – nowy, główny cel dla Błażusiaka.
 

Tadek skupił się już tylko na startach w endurocrossie, który stał się jego domeną. Od sezonu 2009 nasz mistrz rozpoczął panowanie w Mistrzostwach Świata Super Enduro i w amerykańskim AMA Endurocrossie, zgarniając po 5 tytułów w obu seriach. Do roku 2011 Taddy pojawiał się również w austriackim Eisenerz, potwierdzając (w sumie aż pięciokrotnie), że jest absolutnym królem Żelaznego Giganta w Erzbergu.
 

Mimo tak wielu tytułów i miana jeżdżącej legendy, Tadek nie zwalnia tempa i koncentruje się na kolejnych mistrzostwach w halowym enduro. Historia naszego najlepszego offroadowca to wspaniała opowieść, która powinna być wzorem dla naszych przyszłych pokoleń.
 

źródło: http://www.redbull.com

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami?

Zapisz się do newslettera, a nic Cię nie ominie!

W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej. Więcej w Polityce Prywatności