31.08.2018

WALKA NA WYSOKOŚCIACH, RAFAŁ SONIK ZMIERZA PO KOLEJNE PODIUM

Start przedostatniego odcinka specjalnego został przesunięty o 25 km w głąb trasy, by uniknąć skorodowanego i niebezpiecznego fragmentu, pełnego luźnych kamieni. Większość niespełna 350-kilometrowej trasy prowadziła przez góry, sięgając nawet 4000 m n.p.m. Taka wysokość nie jednemu dała się we znaki. Rafał Sonik, w ciągu ostatnich dziesięciu lat startów zdążył jednak przyzwyczaić organizm do różnych, ekstremalnych warunków i „nieco rozrzedzone powietrze” nie zrobiło na nim większego wrażenia.

 

 

 

- Zdecydowanie bardziej dokuczliwe było zimno – przyznał sześciokrotny zdobywca Pucharu Świata. – Jechaliśmy głównie przez wyschnięte doliny rzek, jednak nie wszystkie były całkiem wyschnięte. O poranku forsowaliśmy zamarznięte potoki, a w drodze do mety pokonaliśmy ponad sto rzek, z lodowatą wodą. Miałem jej pełne buty, a dodatkowo wychładzały mnie mokre spodnie – opowiadał.

 

Rajdowcy mieli również do przejechania fragment tego samego odcinka specjalnego, który w 2017 roku, Sonik pokonywał wspólnie z Kamilem Wiśniewskim. – Myślę, że Kamil zgodziłby się ze mną, że to był najbardziej paskudny fragment trasy, na jakim kiedykolwiek przyszło nam się ścigać. Ogromna przestrzeń poprzecinana płytkimi, wyschniętymi korytami rzecznymi. Mnóstwo kamieni, skał i głazów ukrytych pośród niskiej, szarej roślinności. Księżycowy krajobraz, który pokonywałem dość ostrożnie. Utrzymanie trzeciej pozycji było zdecydowanie ważniejsze, niż walka o drugie miejsce z Maksimowem na granicy ryzyka – przyznał krakowianin.

 

Tymczasem Rosjanin podjął ryzyko, próbując powiększyć swoją przewagę nad Polakiem i omal nie przypłacił tego poważną kontuzją. – Jego quad uderzył w głaz i Aleksandra wyrzuciło w powietrze. Zniszczył cały panel nawigacyjny, więc ostatnie 100 km musiał jechać za jakimś motocyklistą. Inaczej po prostu nie znalazłby trasy, choć pod kątem nawigacji, końcówka oesu była zdecydowanie prostsza – komentował „SuperSonik”.

 

Ostatecznie Rosjanin nie tylko dotarł do mety, ale zanotował również drugi czas. Wygrał Nicolas Cavigliasso, umacniając się na pozycji lidera. Rafał Sonik ponownie był trzeci i już tylko jeden dzień ścigania z Villa Union do San Juan dzieli go od drugiego podium w tym sezonie.

 

Wyniki IV etapu FIM:
1. Nicolas Cavigliasso (ARG) 5:39.47
2. Aleksander Maksimow (RUS) +3.29
3. Rafał Sonik (POL) +49.11
4. Nicolas Robledo (COL) +1:14.53

 

Klasyfikacja generalna (FIM):
1. Nicolas Cavigliasso (ARG) 19:06.14
2. Aleksander Maksimow (RUS) +1:05.46
3. Rafał Sonik (POL) +2:02.00
4. Nicolas Robledo (COL) +8:08.26

 

Zapraszamy na: www.facebook.com/rafalsonikofficial/ oraz www.instagram.com/rafalsonik/  

 

info. prasowa

W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej. Więcej w Polityce Prywatności